poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Koszmar konsumentów, E - dodatki!

W moim poprzednim poście wymieniłam kilkadziesiąt bezpiecznych dla zdrowia dodatków do żywności. Chciałam pokazać, że takowe w ogóle istnieją.
Dzisiejszy post nie będzie zbyt miły i optymistyczny, ponieważ "wzięłam w obroty" pozostałą część E-dodatków. Niestety, z moich obserwacji wynika, że ilość niezdrowych dodatków do żywności zdecydowanie przeważa nad tą skromną grupką, którą przedstawiłam ostatnio.




Na samym początku muszę Was uprzedzić byście nie ufali zbytnio wszystkim informacjom znalezionym na ten temat w internecie (jeżeli chodzi o mnie to już od Was zależy czy moje argumenty do Was trafią czy nie). 
Osobiście spotkałam się z tyloma sprzecznymi informacjami i artykułami opartymi na publikacjach widmo, że mój stan irytacji wzrósł gwałtownie i jak wiecie poza drążeniem tematu wyszukałam i kupiłam najlepszą wg mnie na dzień dzisiejszy publikację o dodatkach. Bardzo się w ten temat wciągnęłam i zaangażowałam.

W książce B. Stathama każdy dodatek ma wyszczególnioną funkcję, opis potencjalnych skutków, zastosowanie w żywności oraz wyszczególnienie innych zastosowań (głównie chemia kosmetyczna).
Z zainteresowaniem zaczęłam śledzić te tabele. Niestety dominacja niezdrowych dodatków nad neutralnymi (czy nawet tymi pozytywnie wpływającymi na zdrowie) jest drastyczna. Odpowiada za to głównie ich szeroka szkodliwość. Okazuje się, że mogą one odpowiadać za tak wielką ilość problemów zdrowotnych, o którą bym ich nawet nie posądzała.

Największy jednak szok wywołały u mnie takie dodatki jak: barwnik smołowy czy ekstrakt z ropy naftowej (E320 I 321). Prawie wylałam na siebie poranną kawę kiedy to czytałam! Zastanawiacie się czy w waszej diecie znajdują się takie przysmaki? Sprawdźcie sami, możemy je znaleźć w takich produktach jak: 
- koncentraty pomidorowe, 
- gumy do żucia,
- tłuszcze i oleje,
- produkty odtłuszczone,
- margaryny,
- przetwory mięsne,
- lody,
- przetwory rybne,
- płatki śniadaniowe,
- piwo i słód,
- folie polietylenowe do owijania żywności,
- kosmetyki,
- kremy do golenia,
- oliwki i mleczka dla dzieci,
- szminki i kredki do oczu,
- opakowania
- paliwo lotnicze!!!

Mają koszmarny wpływ na wątrobę, żołądek, nerki, tarczycę, płodność. Są rakotwórcze, wywołują senność, bóle głowy, pokrzywki, astmę, nadpobudliwość i...czy muszę wymieniać dalej?

To są zaledwie dwa przykłady szkodliwych dodatków (i to jeszcze nie te najgorsze), których tak naprawdę mamy setki. Przerażające? Dla mnie owszem. 
Może jakoś wychodzilibyśmy z tego bez szwanku gdyby nie fakt, że te parszywe dodatki są wszędzie - w jedzeniu, w kosmetykach, w chemii stosowanej na co dzień, w środowisku, w wodzie...a ich ilość gromadząca się w naszym organizmie ma coraz większy wpływ na funkcje ochronne naszego organizmu i jego zdrowie. 
Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że większość chemii, którą nasz organizm nie potrafi "zutylizować" zostaje w naszej tkance tłuszczowej...na lata - jak nie dłużej. Jeszcze "pikuś" gdyby osiadły sobie w jednym miejscu i siedziały cicho. One jednak są tak perfidne, że podszywają się pod komórki naszego organizmu i przede wszystkim pod nasze hormony! Potrafią krążyć sobie w naszym organizmie i oszukiwać procesy metaboliczne (oszukują mózg w takich sprawach jak to czy jesteśmy syci czy nie mamy za dużo glukozy we krwi albo komórek tłuszczowych). Finałem jest nasze przybieranie na wadze. Stajemy się wiecznie głodni, nasza gospodarka hormonalna leci na łeb i szyję co sprzyja rozwojowi takich chorób jak cukrzyca, miażdżyca, problemy z tarczycą, rak i wiele innych. 
Na temat wpływu chemii na nasze hormony można pisać bardzo długo. Tej tematyce jest poświęconych wiele książek, do których zapoznania Was zachęcam.


W książce "E 213 Tabele dodatków i składników chemicznych czyli wiesz, co jesz." B. Stathama, przy najbardziej szkodliwych dodatkach spotkałam się z adnotacją, że są one "zabronione w większości krajów". W takiej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak sprawdzić czy to się tyczy również Polski. Sięgnęłam do rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie dozwolonych substancji dodatkowych. Skupiałam się tylko na tych najgorszych substancjach i...czy zdziwi Was bardzo fakt, że w Polsce dozwolone są prawie wszystkie najniebezpieczniejsze dodatki? Zakończyłam moją lekturę gdy po ok 30 trujących dodatkach trafił się tylko 1, który nie był ujęty w tym spisie. Ironicznie przyklasnęłam naszemu rządowi i gdyby nie elektroniczna wersja rozporządzenia na pewno podarłabym ją na kawałki.

Dlaczego tak to wygląda? Spotkałam się z opiniami, że to wynik ekonomi, tańszej produkcji i lepszego zbytu. Trudno zaprzeczyć takiemu stwierdzeniu, że wszystkiemu winne są pieniądze. A to, że są one ważniejsze od naszego zdrowia...jest niestety smutne, ale i prawdziwe. 

Badania dotyczące substancji dopuszczonych do produkcji i jako dodatek do żywności zostały przeprowadzone w latach 70/80siątych (oczywiście od tamtej pory były przeprowadzane liczne badania obejmujące te dodatki, jednak ich wyniki nie były brane pod uwagę jako podstawa do zmiany tych przepisów). 
Dla historyka to może nie są odległe dzieje, ale dla badacza (i to w obliczu takiej technologii jaką dziś dysponujemy) to prawie jak lata świetlne.

Wspaniała nowina - do 2020 roku ma zostać przeprowadzona ponowna ocena wszystkich wprowadzonych do żywności dodatków (3 barwniki zostały już sprawdzone przed 2012 rokiem i od razu zmniejszono ich dopuszczalność kilkakrotnie). Mam nadzieję, że temat ten nie zostanie zamieciony pod dywan. Mam jedynie obawy, że zlecone badania będą finansowane przez większe koncerny żywnościowe i wyniki nie pozostaną bez wpływu osób trzecich. My sobie nawet nie zdajemy sprawy jakie ogromne koszty musiałyby ponieść firmy wraz ze zmianą dozwolonych substancji dodawanych do żywności (czytaj - najtańszych).

Nie pocieszył mnie również Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego, który na swojej stronie starał się wyjaśnić jak bezpieczne i przebadane są te składniki. To, że przyjęcie jednego składnika nie wpłynie na moje zdrowie nie raduje mnie w najmniejszym stopniu. Jeżeli zrobią badania dotyczące narażenia organizmu na szereg dodatków każdego dnia, w różnym stopniu, o różnym natężeniu i właściwościach (jak to ma miejsce w praktyce) - to wtedy nabierze to dla mnie większego znaczenia.

Czasami mam wrażenie, że niewiedza jest dużo łatwiejsza, ale czy zdrowsza? Nie będę przedłużać już tego postu, bo wierzcie mi - jest jeszcze sporo nieporuszonych tematów w tym zakresie. Tą namiastką chciałam Wam tylko zasygnalizować problem wszechobecnej chemii w naszym życiu. Chemii, która mimo wzrastającej świadomości na temat jej negatywnego wpływu na organizm, z roku na rok powiększa swoje terytoria i "plony" w postaci problemów zdrowotnych, nie kogo innego jak nas samych.



Bibliografia:
- "E 213 Tabele dodatków i składników chemicznych czyli wiesz, co jesz." B. Statham, Warszawa 2012.
Dz.U. 2010 nr 232 poz. 1525 -> http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20102321525
http://europa.eu/rapid/press-release_MEMO-11-783_pl.htm
http://www.pzh.gov.pl/bezpieczenstwo-zywnosci/

15 komentarzy:

  1. Coraz trudniej się połapać w tym dzisiejszym spożywczym (?) świecie... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to prawda. Szkoda tylko, że to tak ważny dla nas aspekt...

      Usuń
  2. Też się obawiam, że ponowna ocena dodatków nic nie da, duże koncerny nasze zdrowie mają gdzieś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest niestety bardzo prawdopodobne. Mam nadzieję jednak, że chociaż wpłyną na ilość...aż sama jestem ciekawa efektów...

      Usuń
  3. To strasznie, ze teraz trzeba tak uważac ;(

    http://maryshealthystart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. To okropne, ale szczerze mówiąc, gdyby człowiek dopuszczał do siebie te wszystkie informacje, mógłby wpaść w ortoreksję czy inne tego typu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że nie ma co popadać w skrajności, ale z dwojga złego chyba lepiej mieć świadomość na temat tego co ma znaczny wpływ na nasze zdrowie. Zawsze może się to przydać choćby przy naszych wyborach żywieniowych :).

      Usuń
  5. Bogu dzięki, że mam dostęp do wielu naturalnych produktów, które nie mają żadnych dodatków. Niestety nie ze wszystkim jest tak łatwo. Zauważyłam, że coraz więcej ludzi zwraca uwagę na to co kupuje, ale jak już zaczniemy czytać składy to okazuje się, że nie ma co kupić. Miałam taką sytuację z jogurtami, za którymi córka przepada. Wytłumaczyłam jej, że Danonki czy Monte to nie są zdrowe jogurty, że to chemia itd. po czym podeszłyśmy do produktów z lokalnej mleczarni, która wydawała mi się zdrowszą wersją. I owszem była, bo nie miała tych wszystkich E dodatków, skład był w porządku, oprócz jednej, jedynej rzeczy - słodzili je aspartamem.... I co? Odeszłyśmy od półki z jogurtami z kwitkiem, bo autentycznie nie było co kupić. Wypada chyba samemu zabrać się za robienie jogurtów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tak to wygląda. Największe zdziwienie powodują produkty, które są przeznaczone dla najmłodszych - gdzie spodziewamy się, że ich jakość będzie najwyższa! A tu rozczarowanie... Z jogurtami smakowymi pożegnałam się już kilka lat temu. Każdemu teraz polecam kupować jogurt naturalny i dodawać do niego świeże owoce, ziarna czy rozdrobnioną gorzką czekoladę. Z moich dotychczasowych poszukiwań, najlepszą jakość i skład miał jogurt naturalny z firmy bakoma (jednak mają kilka wersji więc nie wszystkie są takie "czyste"). Jego skład to mleko i żywe kultury bakterii (bez mleka w proszku, z którym spotkać się można w prawie każdym jogurcie).

      Usuń
  6. Czego się człowiek nie tknie wszędzie wciskają E masakra jakaś.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jestem na przymusowej diecie bg i jak patrzę na składy produktów to się załamuję...

    OdpowiedzUsuń
  8. teraz to trzeba poświęcić połowę czasu na czytanie etykietek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to prawda. Pocieszające jest jednak to, że po pewnym czasie jesteśmy już zaznajomieni z etykietkami i tworzy nam się lista naszych "znalezisk" :). Ewentualnie gdy wejdzie coś nowego można sprawdzić czy aby skład nie jest lepszy od naszego dotychczasowego ulubieńca.

      Usuń
  9. Dobrze wiedzieć takie rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety, wszędzie jest ten syf...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...